Otóż... Jestem nim. Przyznaję się bez bicia. Jestem "hejterem". Zapytacie: czego ja tak nienawidzę? Głupoty. Bezmyślnego naśladowania innych, by wpasować się w towarzystwo. Sztuczności. Wywyższania się nad innych. Właśnie te cechy, można powiedzieć, hejtuję. I nie lubię mówić tego na głos tym osobom, wolę to pozostawić sobie, bo czasami takie coś nie ma sensu. Bo po co, skoro ich to nie zmieni? Chęć zbawiania świata już dawno mam za sobą. Teraz, kiedy już straciłam wiarę w ludzkość - naprawiajcie się sami. Każdy powinien dbać i martwić się o samego siebie, bo inaczej zginie w tym świecie pełnym obłudy i fałszu. Liczmy na siebie, oto, co nam pozostało. Własnymi siłami musimy dążyć do wyznaczonego celu, bo wtedy i satysfakcja będzie większa, i irytacji mniej. Bo mimo, że czasem jest ciężko, musimy trzymać się mocno myśli, że w końcu nam się uda. Nie ma co liczyć na pomoc innych. Najważniejsze jest, i najbardziej liczy się to, co wypracujemy sami, a nie to, co inni zrobią dla nas.
Będąc jednocześnie obserwatorem i hejterem, mogę przyznać, iż ludzie są skomplikowani i są niesamowicie ciekawi, ale i cholernie irytujący. Mimo to, fajnie jest czasem wpaść na kogoś, kto zadziwia mnie swoją bezinteresowną dobrocią. To niesamowite uczucie, chciałabym, by każdy na świecie choć raz go doznał. To przywraca wiarę w ten świat.
Memories are bullets.
“Memories are bullets. Some whiz by and only spook you. Others tear you open and leave you in pieces.”
poniedziałek, 12 maja 2014
poniedziałek, 5 maja 2014
Przyjaźń.
Cholera, chyba do niedawna jeszcze tak naprawdę nie byłam świadoma co to takiego. Bo dosłownie kilka dni temu doznałam strasznie nieprzyjemnego uczucia - uświadomiłam sobie, że zawodzi mnie ktoś, kogo nazywałam swoim najlepszym przyjacielem. Co prawda już od kilku lat o wiele ostrożniej podchodzę do kwestii przyjaźni, ale w tym wypadku naprawdę nie sądziłam, że czeka mnie coś takiego. A tu co? Otóż, droga Olu, nigdy nie możesz być tak zupełnie pewna wszystkiego, wreszcie wbij sobie to do tego głupiego łba. Kiedy myślisz, że nic Cię już nie zaskoczy, stanie się coś tak dziwnego, że zmienisz zdanie. Ale później pomyślałam sobie: "Kurde, przecież mam obok siebie jeszcze jedną osobę, której nigdy nie nazwałam swoją przyjaciółką. A może powinnam?" I fakt, powinnam. To właśnie ona była obok mnie zawsze, gdy potrzebowałam, śmiała się ze mną, a nawet płakała. I to ona zasługuje na miano przyjaciela, a nie ktoś, kto nie potrafi nawet być ze mną szczery. Dlatego niesamowicie cieszę się, że mimo wszystko mam tego kogoś, kto jest moim towarzyszem, głosem rozsądku, przyjacielem po prostu. Muszę tej osobie za to podziękować, a nawet dziękować jej za to wciąż i wciąż na nowo.
Przyjaźń jest jednak bardzo, ale to bardzo ważną wartością i od teraz zawsze będę stawiać ją wyżej niż miłość.
Przyjaźń jest jednak bardzo, ale to bardzo ważną wartością i od teraz zawsze będę stawiać ją wyżej niż miłość.
niedziela, 20 kwietnia 2014
Gdy w sercu panuje bałagan.
To uczucie, gdy przez prawie dwa miesiące próbujesz poskładać wszystko w jakąś logiczną całość, a tu jednego dnia kilka słów zmienia wszystko i znów masz w głowie, a przede wszystkim w sercu, totalny mętlik. Właśnie tego doświadczam, z jednej strony jest to przyjemne uczucie, znów móc poczuć to ciepło gdzieś w środku, gdy ktoś mówi mi słowa, których tak dawno nie słyszałam, a niesamowicie mnie cieszą; z drugiej strony czuję, że to nie może być takie proste, życzenia nie spełniają się ot tak. I sama nie wiem, co mam myśleć. Czy po cierpieniu zawsze jest szczęście? I to dokładnie w takiej postaci, jakiej się oczekiwało? Nie, życie jest czymś o wiele bardziej skomplikowanym, dlatego właśnie mam pełno obaw co do wszystkiego. Przynajmniej jestem uświadomiona, to w pewnym sensie może pomóc. Chyba... Wierzę w przeznaczenie w każdej sferze życia, a w końcu wiele razy mówiłam o nim w tym konkretnym przypadku. Może więc faktycznie powinnam się nie przejmować i po prostu cieszyć chwilą?
Czasami zastanawiam się, czy to faktycznie los sobie ze mnie kpi, czy może ja w swojej głowie zwyczajnie wszystko wyolbrzymiam i odbieram to, co się dzieje zupełnie inaczej.
Mimo wszystko - święta to jednak magiczny czas.
Czasami zastanawiam się, czy to faktycznie los sobie ze mnie kpi, czy może ja w swojej głowie zwyczajnie wszystko wyolbrzymiam i odbieram to, co się dzieje zupełnie inaczej.
Mimo wszystko - święta to jednak magiczny czas.
"Let me stay here for just one more night
Build your world around me
And pull me to the light"
czwartek, 17 kwietnia 2014
Wszystko źle!
Zachowanie pewnej osoby sprawiło, że postanowiłam napisać post odnośnie wiecznego narzekania na wszystko. Dosłownie, na wszystko. Ta książka za długa, ta za krótka, autor pisze bez sensu, wycieczka będzie nudna, ten poeta nie wiadomo po co w ogóle pisał, ta lekcja nic mi nie dała, ta wiedza mi niepotrzebna, nudzi mi się, ona jest głupia, on nie potrafi zbudować zdania, nie potrzebuję tego, ten nauczyciel za dużo mówi, tamten za mało, trawa jest zbyt zielona, jest za ciepło, za zimno, to za jasne, tamto za ciemne.
Za każdym razem, gdy to słyszę, odechciewa mi się czegokolwiek. I już nawet na to nie reaguję, bo przecież po co, skoro ta osoba nadal będzie uważać, że choćby nie wiem co się nie działo - jest źle! Nie rozumiem, jak można narzekać dosłownie na wszystko na tym świecie? W porządku, coś może ci się nie podobać, ale żeby wszystko? Człowiek jest z natury osobą, której ciężko dogodzić, ale czasami może warto spojrzeć na coś z pozytywnym nastawieniem, a nie od razu to skrytykować, często bezpodstawnie. To samo z zakładaniem z góry, że coś będzie złe. Skąd wiesz? A może jednak los cię zaskoczy i wydarzy się coś fajnego? Ale nie, po co tak myśleć, przecież można od razu powiedzieć, że będzie beznadziejnie. Spróbuj czasem powiedzieć "jak dobrze, że świeci słońce", zamiast krzywić się i marudzić, że jest za gorąco. Pomoże, naprawdę. Sprawi, że na miejscu negatywnego nastawienia i podłego nastroju pojawi się uśmiech i energia przynajmniej na część dnia.
Za każdym razem, gdy to słyszę, odechciewa mi się czegokolwiek. I już nawet na to nie reaguję, bo przecież po co, skoro ta osoba nadal będzie uważać, że choćby nie wiem co się nie działo - jest źle! Nie rozumiem, jak można narzekać dosłownie na wszystko na tym świecie? W porządku, coś może ci się nie podobać, ale żeby wszystko? Człowiek jest z natury osobą, której ciężko dogodzić, ale czasami może warto spojrzeć na coś z pozytywnym nastawieniem, a nie od razu to skrytykować, często bezpodstawnie. To samo z zakładaniem z góry, że coś będzie złe. Skąd wiesz? A może jednak los cię zaskoczy i wydarzy się coś fajnego? Ale nie, po co tak myśleć, przecież można od razu powiedzieć, że będzie beznadziejnie. Spróbuj czasem powiedzieć "jak dobrze, że świeci słońce", zamiast krzywić się i marudzić, że jest za gorąco. Pomoże, naprawdę. Sprawi, że na miejscu negatywnego nastawienia i podłego nastroju pojawi się uśmiech i energia przynajmniej na część dnia.
sobota, 5 kwietnia 2014
Pozytywne myślenie kluczem do szczęścia?
Czytam ostatnio książkę, która jest tak jakby zbiorem cytatów i wytłumaczeniem każdego z nich, cytatów odnośnie tego jak żyć. Takie pytanie z pewnością zadał sobie każdy chociaż raz w życiu. I czego dowiedziałam się z tej książki? Jednej, ważnej rzeczy, która występuje dosłownie w każdym rozdziale. Pozytywne myślenie. Wiem, że to brzmi zwyczajnie, bo każdy tak mówi. Ale to naprawdę pomaga, w każdym aspekcie życia. Nie wolno wciąż wmawiać sobie, że jest źle i lepiej nigdy nie będzie. Czyż nie milej słyszeć w głowie słowa "będzie dobrze"? Może i trudniej, ale na pewno po tych słowach wszystko stanie się znacznie przyjemniejsze niż dotychczas. Carpe diem to zasada, którą staram się traktować jako priorytet we wszelkich czynnościach, które wykonuję. Nie spuszczaj głowy na dół i nie patrz jedynie na szary chodnik, którym idziesz. Rozejrzyj się. Zobacz, jak ładnie kwitną drzewa wiosną, jak starsza pani z drugiej strony ulicy się do ciebie uśmiecha, jaki blask ma śnieg w zimie. Wszystko to może sprawić, że chęci do życia wrócą natychmiast. Tylko w każdej zwykłej, byle jakiej rzeczy trzeba odnaleźć coś pięknego i wbrew pozorom - da się. Wystarczy trochę chęci i POZYTYWNEGO MYŚLENIA. Bo może to coś da, a ciągłe narzekanie, że wszystko jest złe, okropne, beznadziejne - kompletnie nic. To wcale nie jest takie trudne, zajmuje pięć sekund. Stań przed lustrem, powiedz sobie "cieszę się, że żyję" i zobacz, jaką wywoła to u ciebie reakcję. Uśmiechniesz się, zapewniam.
A jeśli chodzi o mnie... Rozpoczęłam wielkie zmiany w moim życiu i póki co chyba idzie mi całkiem dobrze, nie załamuję się, jestem codziennie pełna energii, staram się wstawać z uśmiechem na twarzy, zrobić parę skłonów i biec do szkoły, nadal ubrana w szeroki uśmiech, nawet jeśli pada deszcz, wieje wiatr i wydawałoby się, że nic dobrego nie spotka mnie w tym dniu.
A jeśli chodzi o mnie... Rozpoczęłam wielkie zmiany w moim życiu i póki co chyba idzie mi całkiem dobrze, nie załamuję się, jestem codziennie pełna energii, staram się wstawać z uśmiechem na twarzy, zrobić parę skłonów i biec do szkoły, nadal ubrana w szeroki uśmiech, nawet jeśli pada deszcz, wieje wiatr i wydawałoby się, że nic dobrego nie spotka mnie w tym dniu.
sobota, 29 marca 2014
Kiedy wszystko jest doskonałe.
Lubię te dni, kiedy uśmiecham się sama nie wiedząc dlaczego. Kiedy wokół mnie są ludzie, dzięki którym ten uśmiech samoistnie pojawia się na mojej twarzy. Dziś był jeden z takich właśnie dni. Kręciłam się na karuzeli dla dzieci, biegałam po parku, przytuliłam mnóstwo bliskich mi osób... A po powrocie do domu, mimo wszystkich problemów, kłopotów i rzeczy, które mnie zasmucają, siedzę przed komputerem, słucham najbardziej wesołej muzyki świata i piszę ten post. I jest mi tak cholernie przyjemnie, bo nie mam w głowie tylko problemów, a wspomnienia po tym, co działo się w dniu dzisiejszym. Każdy z nas ma takie chwile i jestem pewna, że dla każdego te chwile są taką ulgą, tym momentem, gdzie nie musimy przejmować się niczym, mamy chwilę czasu dla siebie i możemy po prostu leżeć ze słuchawkami w uszach i się uśmiechać. Tak zwyczajnie, bez powodu. Spędziłam dzień z najlepszymi ludźmi na świecie i jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwa. I właściwie tylko po to piszę ten post. Bo mam teraz w sercu tyle ciepła i radości, że to wręcz niesamowite.
wtorek, 25 marca 2014
Początki są najtrudniejsze.
Dzień za dniem. Wszystko mija tak niesamowicie szybko, a ja nie potrafię znaleźć chwili, by się zatrzymać, odetchnąć. Wciąż za czymś gonię, próbując doścignąć własne myśli, których z każdą sekundą przybywa coraz więcej. Dziesiątki, setki, tysiące... Miliony myśli, planów i marzeń przewijają się przez mój umysł, a ja gubię się w tym, które są ważne, a które nie. Ciężko jest mi je poukładać, kiedy kolejna sekunda to kolejna myśl. Nie umiem funkcjonować w takim świecie pełnym zmęczenia, biegu, pośpiechu. Próbuję zwolnić, zatrzymać się, ale nie potrafię. Ciągle biegnę, potykając się o każdą przeszkodę, kompletnie nie skupiając się na próbie pokonania przeciwności losu. Za każdym razem, gdy dostaję od życia po twarzy, zamartwiam się tym jednym błędem, zamiast podnieść się i iść dalej. Upadam i mija masa czasu, zanim wstaję. Zbyt dużo czasu. Każda chwila, którą poświęcam na płacz, ucieka i zabiera mi te minuty uśmiechu, które mogłabym mieć w zamian. Zawsze ciężko było mi podnieść się po porażce, zawsze potrzebowałam motywacji, by iść dalej do przodu z podniesioną głową, nie oglądając się za siebie. Właśnie tej motywacji mi brakuje, a ja, zamiast jej szukać, skupiam się na tym, jak jest mi źle. Potrzebuję kogoś, czegoś, co powie mi "Cholera jasna, Ola, masz tylko jedno życie, nie marnuj go na łzy", bo sama chyba mam za mały wpływ na siebie. Potrzebuję zmian sama w sobie, potrzebuję takiego mocnego kopa, by w końcu wziąć się w garść i nauczyć się liczyć sama na siebie, tak jak to było kiedyś. Ostatni rok był dla mnie czymś w rodzaju szukania. Szukałam siebie, prawdziwej siebie. Nie jestem pewna, czy mi się udało, wiem tylko, że sporo rzeczy sobie uświadomiłam, wiele do mnie dotarło. Ale mamy już kolejny rok, a ja muszę wreszcie wprowadzić w życie swój plan, plan odbudowania siebie. Jest mnóstwo rzeczy, które chcę w sobie zmienić, ale na pierwszym miejscu stawiam próbę stania się silniejszą i uniezależnienia się od innych, bo gdy ci inni mnie zawodzą, nie potrafię się pozbierać. Muszę to zmienić, koniecznie, bez tego zwyczajnie nie poradzę sobie w dorosłym życiu, które przecież zbliża się wielkimi krokami. Czas na zmiany, które muszę rozpocząć już, teraz. Właśnie w tej chwili.
Subskrybuj:
Posty (Atom)