Otóż... Jestem nim. Przyznaję się bez bicia. Jestem "hejterem". Zapytacie: czego ja tak nienawidzę? Głupoty. Bezmyślnego naśladowania innych, by wpasować się w towarzystwo. Sztuczności. Wywyższania się nad innych. Właśnie te cechy, można powiedzieć, hejtuję. I nie lubię mówić tego na głos tym osobom, wolę to pozostawić sobie, bo czasami takie coś nie ma sensu. Bo po co, skoro ich to nie zmieni? Chęć zbawiania świata już dawno mam za sobą. Teraz, kiedy już straciłam wiarę w ludzkość - naprawiajcie się sami. Każdy powinien dbać i martwić się o samego siebie, bo inaczej zginie w tym świecie pełnym obłudy i fałszu. Liczmy na siebie, oto, co nam pozostało. Własnymi siłami musimy dążyć do wyznaczonego celu, bo wtedy i satysfakcja będzie większa, i irytacji mniej. Bo mimo, że czasem jest ciężko, musimy trzymać się mocno myśli, że w końcu nam się uda. Nie ma co liczyć na pomoc innych. Najważniejsze jest, i najbardziej liczy się to, co wypracujemy sami, a nie to, co inni zrobią dla nas.
Będąc jednocześnie obserwatorem i hejterem, mogę przyznać, iż ludzie są skomplikowani i są niesamowicie ciekawi, ale i cholernie irytujący. Mimo to, fajnie jest czasem wpaść na kogoś, kto zadziwia mnie swoją bezinteresowną dobrocią. To niesamowite uczucie, chciałabym, by każdy na świecie choć raz go doznał. To przywraca wiarę w ten świat.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz