“Memories are bullets. Some whiz by and only spook you. Others tear you open and leave you in pieces.”
sobota, 29 marca 2014
Kiedy wszystko jest doskonałe.
Lubię te dni, kiedy uśmiecham się sama nie wiedząc dlaczego. Kiedy wokół mnie są ludzie, dzięki którym ten uśmiech samoistnie pojawia się na mojej twarzy. Dziś był jeden z takich właśnie dni. Kręciłam się na karuzeli dla dzieci, biegałam po parku, przytuliłam mnóstwo bliskich mi osób... A po powrocie do domu, mimo wszystkich problemów, kłopotów i rzeczy, które mnie zasmucają, siedzę przed komputerem, słucham najbardziej wesołej muzyki świata i piszę ten post. I jest mi tak cholernie przyjemnie, bo nie mam w głowie tylko problemów, a wspomnienia po tym, co działo się w dniu dzisiejszym. Każdy z nas ma takie chwile i jestem pewna, że dla każdego te chwile są taką ulgą, tym momentem, gdzie nie musimy przejmować się niczym, mamy chwilę czasu dla siebie i możemy po prostu leżeć ze słuchawkami w uszach i się uśmiechać. Tak zwyczajnie, bez powodu. Spędziłam dzień z najlepszymi ludźmi na świecie i jestem z tego powodu ogromnie szczęśliwa. I właściwie tylko po to piszę ten post. Bo mam teraz w sercu tyle ciepła i radości, że to wręcz niesamowite.
wtorek, 25 marca 2014
Początki są najtrudniejsze.
Dzień za dniem. Wszystko mija tak niesamowicie szybko, a ja nie potrafię znaleźć chwili, by się zatrzymać, odetchnąć. Wciąż za czymś gonię, próbując doścignąć własne myśli, których z każdą sekundą przybywa coraz więcej. Dziesiątki, setki, tysiące... Miliony myśli, planów i marzeń przewijają się przez mój umysł, a ja gubię się w tym, które są ważne, a które nie. Ciężko jest mi je poukładać, kiedy kolejna sekunda to kolejna myśl. Nie umiem funkcjonować w takim świecie pełnym zmęczenia, biegu, pośpiechu. Próbuję zwolnić, zatrzymać się, ale nie potrafię. Ciągle biegnę, potykając się o każdą przeszkodę, kompletnie nie skupiając się na próbie pokonania przeciwności losu. Za każdym razem, gdy dostaję od życia po twarzy, zamartwiam się tym jednym błędem, zamiast podnieść się i iść dalej. Upadam i mija masa czasu, zanim wstaję. Zbyt dużo czasu. Każda chwila, którą poświęcam na płacz, ucieka i zabiera mi te minuty uśmiechu, które mogłabym mieć w zamian. Zawsze ciężko było mi podnieść się po porażce, zawsze potrzebowałam motywacji, by iść dalej do przodu z podniesioną głową, nie oglądając się za siebie. Właśnie tej motywacji mi brakuje, a ja, zamiast jej szukać, skupiam się na tym, jak jest mi źle. Potrzebuję kogoś, czegoś, co powie mi "Cholera jasna, Ola, masz tylko jedno życie, nie marnuj go na łzy", bo sama chyba mam za mały wpływ na siebie. Potrzebuję zmian sama w sobie, potrzebuję takiego mocnego kopa, by w końcu wziąć się w garść i nauczyć się liczyć sama na siebie, tak jak to było kiedyś. Ostatni rok był dla mnie czymś w rodzaju szukania. Szukałam siebie, prawdziwej siebie. Nie jestem pewna, czy mi się udało, wiem tylko, że sporo rzeczy sobie uświadomiłam, wiele do mnie dotarło. Ale mamy już kolejny rok, a ja muszę wreszcie wprowadzić w życie swój plan, plan odbudowania siebie. Jest mnóstwo rzeczy, które chcę w sobie zmienić, ale na pierwszym miejscu stawiam próbę stania się silniejszą i uniezależnienia się od innych, bo gdy ci inni mnie zawodzą, nie potrafię się pozbierać. Muszę to zmienić, koniecznie, bez tego zwyczajnie nie poradzę sobie w dorosłym życiu, które przecież zbliża się wielkimi krokami. Czas na zmiany, które muszę rozpocząć już, teraz. Właśnie w tej chwili.
Subskrybuj:
Posty (Atom)